Skip to the content

Historia Popkillerów

Jeśli chcecie poznać pełną genezę Popkillerów to… musimy cofnąć się bardzo daleko.

Mateusz miał 8 lat, gdy zachwycił się muzyką oraz wymarzył sobie, że kiedyś zostanie dziennikarzem muzycznym i będzie rozdawał swoje nagrody. Przy biurku rysował muzyczne magazyny, wymyślał listy przebojów i „wręczał” na kartce „Mateuszki”. Dziennikarzem został jeszcze w liceum, pisząc do ostatnich numerów „Ślizgu”, równolegle jeżdżąc na imprezy z małym cyfrowym aparatem i nagrywając nim fragmenty bitew i koncertów. Później zaczął pisać do serwisu Spinner, a po jego zamknięciu postanowił wraz z dwoma kompanami (Danielem i Jankiem) założyć w 2010 roku własny serwis, a początkowo raczej mały muzyczny blog nazwany Popkiller.pl.

Równolegle Artur zafascynował się rapem pod koniec podstawówki. W gimnazjum szczycił się tym, że znał na pamięć cały polski rap (na który co prawda składało się wtedy kilkanaście legalnych płyt, ale jednak) i nieustannie odpowiadał wszystkim cytatami z nich. Jednym z pierwszych dużych rapowych koncertów, które widział na żywo były „Ślizgery” 21 marca 2002 (do dziś zachował bilet). Wiedział, że chce być częścią sceny.  Jeszcze w liceum wyruszył w Polskę i pod pseudonimem Theodor stoczył przeszło 100 freestyle’owych bitew oraz poprowadził setki koncertów w całym kraju.

Drogi tych dwóch zbiegły się po raz pierwszy już w 2006 na małej bitewce freestyle’owej w Żyrardowie, gdzie poznali się na scenie. Przez kolejne lata przecinały się jednak nieustannie na niezliczonej ilości imprez.
Równolegle mijały lata od czasu, gdy w 2005 odbyła się ostatnia edycja „Ślizgerów” – polskich nagród sceny hip-hopowej. Ogólnomuzyczne nagrody nie rozumiały hip-hopowej branży, pomijały ją lub nie dostrzegały jak różnorodna jest i jak dynamicznie zmienia się i rozwija. W środowisku coraz więcej było głosów, że brakuje „naszych” nagród i ktoś powinien się tego podjąć – mówili o tym dziennikarze, słuchacze, jak i sami raperzy.

W końcu postanowiliśmy coś z tym zrobić. W 2012 roku Popkiller ogłosił „Popkillery”, a Mateusz do wspólnego poprowadzenia ich zaprosił Artura. Od tamtej pory mówimy wspólnym głosem.

Tamten zryw i tamtą „galę” dziś nazywamy „edycją zerową”. Zorganizowane w małym klubie Urban Garden wydarzenie było poprzedzone głosowaniem redakcji i czytelników, całościowy budżet wyniósł 1000 zł, a zwycięzcy otrzymywali dyplomy w ramkach z Ikei. Trafiły one m.in. do Slums Attack, O.S.T.R.’a, Tego Typa Mesa czy Łony i Webbera.
Pomysł był, zapał też – ale możliwości i doświadczenie już niekoniecznie. Uznaliśmy wtedy, że trzeba to odłożyć aż będziemy mieli zdolność realizacji tej idei na odpowiednim poziomie. Zajęło to… 7 lat.
W 2019 roku znaleźliśmy silną nic porozumienia z marką Bacardi, która poczuła naszą ideę, pozwoliła wykonać kolejny krok… i wzięliśmy się za organizację pierwszej edycji Popkillerów.

Nasza historia

2019

Nagrody „od nas dla nas”

Naszą ideą było oddać ducha sceny, którą znaliśmy od podszewki.
Hip-hopowe środowisko to nie garnitury i sztywne gale, więc szukaliśmy od początku miejsca które pozwoli połączyć oficjalną część wręczenia nagród z imprezą. Padło na Teatr i połączony z nim Club Capitol – miejsce symboliczne, bo to pod Capitolem spotykali się pionierzy warszawskiego hip-hopu, Vienio i Włodi jeździli tam na desce zanim jeszcze zaczęli nagrywać.
Od początku chcieliśmy by Gala była ideą łączącą całe środowisko ponad podziałami – w gremium znaleźli się przedstawiciele różnych mediów i różnych pokoleń, podobnie na sali pionierzy mieszali się z debiutantami, wysyłając sobie obustronny respekt.
Nie nastawialiśmy się na transmisję, ale gdy tuż przed Galą okazało się, że zostało nam parę złotych z budżetu, uznaliśmy, że spożytkujemy je na live-stream – realizowany przez trzy osoby za pomocą smartfonów.
Początkowo obawialiśmy się spięć czy konfliktów, starając się rozsadzić skonfliktowane osoby jak najdalej od siebie. Ale atmosfera była w 100%-ach hip-hopowa i przebiegła pod szyldem wielkiej integracji. Hymnem okazał się najbardziej magiczny występ w historii gali– Ś.P. Pono i Koras grający „Nieśmiertelną Nawijkę Zip-Składową”. W końcu „Bóg dał nam hip-hop by nas zjednoczyć”.
Jedną z najbardziej wartościowych recenzji po Gali dał nam Wojtek Sokół, gdy spotkaliśmy się na feedbackową herbatę:  “nieco przaśne, ale i tak lepiej niż się spodziewałem, keep going”.

2020

Zimny prysznic

Drugą edycję możemy chyba określić „serią niefortunnych zdarzeń”. Gdy nasza machina była już rozkręcona (każda gala to około pół roku pracy) i mieliśmy startować to pojawił się Covid. Gala była planowana na marzec, ale po ogłoszeniu lockdownu musieliśmy przenieść ją na maj. W maju organizacja nadal nie była możliwa, przesunęliśmy ją więc aż na wrzesień – gdy odbyła się finalnie w reżimie covidowym, po ozonowaniu sali, w limicie połowy zajętych miejsc i bez afterparty.

Po pierwszej edycji napędzała nas ambicja i chcieliśmy bardzo szybko się rozwinąć.
Skoro stream smartfonami dał radę rok wcześniej, to znaleźliśmy ekipę reklamującą się “robieniem transmisji” i zaczęliśmy rzucać pomysły w telewizyjnym stylu. Studio przed galą, dynamiczne przenoszenie się ze sceny na ściankę…
Powiedzieć, że nas to przerosło… to nic nie powiedzieć – dowiedzieliśmy się wtedy jak bardzo przecenialiśmy swoje umiejętności produkcyjne i przekonaliśmy, że dobra transmisja to zadanie równie niełatwe co dobra impreza. Szczególnie, gdy brakuje doświadczenia. Kto oglądał wie, że była to transmisja pełna chaosu i pomyłek. A dla nas – wielka lekcja pokory.
Ale ta edycja to też wyjątkowe nagrody dekady i platynowe statuetki, zgarnęli je Quebonafide i Bisz (za Albumy Dekady) oraz Paluch (za Single Dekady). Za oprawę muzyczną odpowiadał Pawbeats z orkiestrą. A ze sceny padło po raz pierwszy hasło, że Popkillery to „święto hip-hopu” – słowa te rzucił debiutujący Mata, odbierając nagrodę za „Patointeligencję”.

2021

Zmazujemy plamę i idziemy do przodu

Naszym celem numer jeden była rehabilitacja za zeszłoroczną transmisję. Covidowe obostrzenia wciąż obowiązywały, więc chcąc zwiększyć liczbę gości przenieśliśmy się do Sceny Relax z niemal 2 razy większą salą.
Postawiliśmy na poszerzenie ekipy o kilka doświadczonych osób i wrażenia z gali były wyraźnie lepsze niż przed rokiem. Wtedy Popkillery wydawały nam się już wielkim przedsięwzięciem.  Dźwignęliśmy realizację, utrzymaliśmy spójny klimat i udało się stworzyć kilka pamiętnych momentów – jak Janusz Panasewicz wręczający Macie nagrodę za Album Roku, WCK grające “Sensację” Fenomenu, czy zmieniające się u boku Kasty prowadzące i występ WRR mający już wtedy zaznaczyć rosnącą siłę kobiecego rapu.
Czuliśmy, że budujemy coś ważnego, coraz lepiej odzwierciedlającego nastroje rapowej sceny, ale wiedzieliśmy też, że Gala Popkillery nie może stać się standardową sztywną galą. Czuliśmy, że duch tej muzyki – a co za tym idzie też naszej imprezy – jest w równym stopniu oparty na wybitnych albumach, kulturowych movementach, co na integracji, oddolności i kuluarowych rozmowach. Czuliśmy, że ramy teatrów są ograniczające dla tej idei i że chcąc przemieszać ze sobą wszystkie szkoły musimy zmienić formułę. Zaraz po zakończeniu Gali w 2021 wzięliśmy się za planowanie nawiększego kroku naprzód w historii Popkillerów.

2022

Skok na głęboką wodę

W 2022 przenieśliśmy się z teatru na wielką halę Expo XXI.
Wyobraźcie sobie tę różnicę. Rok wcześniej przychodziliśmy do sali gdzie praktycznie wszystko było gotowe – scena, nagłośnienie, oświetlenie, miejsca siedzące… Teraz weszliśmy na powierzchnię 2500m2 całkowicie pustej hali, gdzie wszystko trzeba zbudować od zera w ciągu 24h.
Samo to by wystarczyło, żeby poziom trudności wzrósł z hard do „nightmare”.
Ale nasza ambicja na tym się nie skończyła. Tuż przed Galą kręciliśmy wtedy równolegle dwa teledyskowe tribute’y dla zmarłych w poprzednim roku Bezczela i Pjusa. Wymyśliliśmy też by z okazji 20-lecia „Muzyki Klasycznej” Pezet zagrał “Ukryty w mieście krzyk” na dachu Sali Kongresowej… który w planowanym (kwietniowym) terminie nagrania pokryty był śniegiem! A warto dodać, że jedyne wejście na ten dach wiedzie po drabinkach przeciwpożarowych, po których musieliśmy wnieść tam blisko tonę sprzętu. Finalne nagranie zrobiliśmy w deszczu na kilka dni przed Galą, trzymając kciuki, by sprzęt nie przestał działać.

Jeśli dla kogoś brzmi to już nader ambitnie, to dodajmy, że również w 2022 roku zmieniliśmy dwa Gremia “Polskie” i “Zagraniczne” na 6 składów głosujących, dołączając do nich w odpowiednich kategoriach grafików, filmowców, artystów i DJ-ów. Był to też pierwszy rok w którym świtały nam pomysły na zmianę kategorii, by bardziej dywersyfikować zwycięzców – większość pomysłów w tej kwestii było autorskich, więc ich sensowność sprawdzaliśmy już w zderzeniu z rzeczywistością. Gdy wydawało nam się, że mamy to jakoś pod kontrolą, to podczas montaży i w ogniu eventu pojawiały się kolejne detale, o których jeszcze nie pomyśleliśmy. Części błędów nie uniknęliśmy, gdy łapaliśmy jeden spadający talerz to z boku leciał już kolejny.

Widzowie nie wspominają tej gali dobrze – chaos realizacyjny w transmisji, słaby dźwięk, nie w pełni kontrolowany obraz, a do tego rekordowa liczba nieodebranych osobiście nagród. Opinie były wtedy równie krytyczne co w 2020, a nam dały kolejny zimny prysznic. Chyba żadna edycja nie zmęczyła nas tak bardzo jak ta w 2022. Był to drastyczny skok na głęboką wodę, dziesiątki nowych elementów, przeszło dwukrotnie większa ekipa niż w 2021 – a i tak okazało się, że były w niej nie tyle małe braki osobowe… co spore wyrwy w paru kluczowych rolach.

Był to dla nas obu trudny czas. Mnóstwo rozmów, negatywnego feedbacku. Czuliśmy, że zawiedliśmy pewne oczekiwania. Dużo rozmawialiśmy o błędach i właściwych kierunkach. Zrozumieliśmy wtedy m.in, że w pierwszej edycji Gali w 2019 miało nie być transmisji, dołożyliśmy ją spontanicznie bo zostało nam parę tysięcy złotych. Jakoś wyszło (szczęście początkującego) i niejako sami siebie wepchnęliśmy w przekonanie, że musimy to dźwignąć i rozwijać, nie rozumiejąc, że transmisja to rzecz równie złożona i skomplikowana co cała Gala, w dodatku uwypuklająca każde minimalne niedociągnięcie. A równocześnie nie było nas stać na zatrudnienie telewizyjnej ekipy.
Podjęliśmy wtedy trudną, ale w naszym odczuciu konieczną decyzję: by w kolejnym roku zawiesić streamy do momentu aż opanujemy w pełni to, co dzieje się na sali.

Kilka miesięcy po gali nadeszło jednak światełko optymizmu – od pierwszej edycji stawialiśmy też na zagraniczne nagrody, które krytykowali prawie wszyscy. „Przecież oni się nawet o tym nie dowiedzą, a jak dowiedzą to co ich obchodzi jakaś nagroda z Polski? Zdejmijcie te zagraniczne kategorie, bo to bez sensu”. Mimo tego uparcie i konsekwentnie stawialiśmy na to, by Popkillery od startu wykraczały poza polską scenę. I w 2022 dostaliśmy pierwszy dowód, że było to warte – nomen omen – zachodu. NLE Choppa gdy dowiedział się, że wygrał Popkillera to nie tylko nagrał podziękowania, ale też wyraził chęć odebrania go przy okazji koncertu – szykowaliśmy się na wręczenie mu nagrody w garderobie, a on zaproponował, żeby zrobić to na scenie przy kilku tysiącach jego fanów. Gdy myśleliśmy, że to już finał to… zobaczyliśmy następnego dnia na jego Instagramie posta z nagrodą, gdzie dziękował za nią, nazywając swoim „Pre-Grammy Award”. Była to pierwsza, ale nie jedyna taka sytuacja w tym roku – chwilę po Choppie Popkillery odebrali też Skepta i Jack Harlow, również chwaląc się nimi w swoich socialach, a za Harlowem statuetkę udostępnił też nagrodzony wraz z nim Lil Nas X. Poczuliśmy, że po burzy zaczyna wychodzić słońce…

2023

Wracamy silniejsi i lecimy na Bronx

Odcięcie streamu nieco nas uwolniło. Staraliśmy się zebrać, przeanalizować i wprowadzić poprawki we wszystkich obszarach, co do których zebraliśmy krytyczne opinie otrzymane po ubiegłym roku. Przeorganizowaliśmy cały układ sali, logistykę wydarzenia, rozszerzyliśmy skład osobowy i postaraliśmy się poprawić wszystko, co nie grało w 2022.
Rozbudowaliśmy kategorie by sięgnąć w głąb sceny i zniwelować wrażenie, że nagrody trafiają tylko do pojedynczych dominujących osób, a mnóstwo ważnych artystów i nurtów jest niedostrzeganych. Zwiększyliśmy liczbę polskich kategorii z 22 do 27, a przy tym skondensowaliśmy scenariusz, skracając Galę z przeszło 3h do lekko ponad 2h. Poprawiliśmy dźwięk, postawiliśmy na wiele krótkich materiałów video zamiast streamu, okroiliśmy przy tym liczbę projektów dookoła, tworząc jubileuszowo jedynie nową wersję klasyka Molesty na 25-lecie „Skandalu”.

Nadaliśmy też hashtag #AllSchoolAwards, nawiązując do cytatu ze „#StreetCredit” Białasa “Nie rób nic – my zrobimy wszystko hasztag all school”,  który zebrał w jednym szyldzie naszą ideę łączenia całej sceny i ukazywania jej różnorodności ponad podziałami.
Nie chcieliśmy by Gala była postrzegana jako jakaś “instytucja” wręczająca nagrody. Nagraliśmy serię filmów przedstawiających Galę bardziej osobiście, eksponując jeszcze bardziej Mateusza jako gospodarza, który swoją całą działalnością gwarantuje niejako jej ideały.
Udało nam się w tym roku osiągnąć rekordową frekwencję zwycięzców – po nieudanym 2022 tym razem aż 24 z 28 nagród zostały odebrane osobiście a na miejscu stawiło się wielu czołowych raperów, których w poprzednich latach nie było na gali. Odczuliśmy wtedy ogromny support środowiska, który w tamtym momencie był nam wyjątkowo potrzebny. A wielkie wybuchy radości 2115 czy OKIego po wygranych dawały nam dodatkową motywację, pokazując, że także dla mainstreamowych gwiazd nagroda zaczyna mieć coraz większe znaczenie. Czuliśmy, że 2023 pozwolił nam odrobić lekcje, ale nauczeni historią z wielką pokorą podchodziliśmy do kolejnej edycji.

Równocześnie porwani entuzjastycznymi reakcjami zagranicznych zwycięzców postanowiliśmy iść za ciosem w tym aspekcie… Skoro dla młodych gwiazd ze Stanów nagroda w Polsce potrafi być czymś, co da im radość i poczucie docenienia – to dlaczego nie wykorzystać tej mocy, by docenić także pionierów, szczególnie w roku obchodów 50-lecia kultury hip-hop? Wpadliśmy więc na absurdalny i nierealny z pozoru pomysł: „A może wręczylibyśmy jednemu z ojców hip-hopu Złotego Popkillera na Bronksie, pod budynkiem, gdzie narodziła się cała ta kultura?”. No i… zrobiliśmy to. Dotarliśmy do Grandmastera Caza, wysłaliśmy statuetkę samolotem, nasz człowiek w Nowym Jorku oficjalnie ją przekazał, a przejęty Caz podzielił się z polskimi fanami długą mową o tym, jak dumny jest z rozwoju hip-hopu i tego, jak ta kultura rozrosła się od momentu, gdy zaczynali budować ją w tamtej okolicy… Magiczny moment i absolutnie historyczna chwila.

2024

Idziemy za ciosem

Po wielkiej rewolucji tym razem trzymaliśmy kurs – ta edycja to dalsze doszlifowanie modelu sprzed roku. Trochę inny układ sceny, trochę więcej kamer, trochę lepsza kontrola całej układanki. Nie mówiliśmy o tym, ale w 2024 podjęliśmy próbę zrobienia live-streamu, tyle, że nie puściliśmy go publicznie. Po raz pierwszy mieliśmy jednak na sali telewizyjne kamery, a pod halą wóz transmisyjny z prawdziwego zdarzenia. To była nasza próba generalna z nieco mniejszą presją, bo nie wystawioną na widok wszystkich – chcieliśmy przetestować czy już umiemy.

Gala mimo braku transmisji odbiła się dużym echem w social-mediach, za sprawą relacji gości oraz highlightów. Największym viralem został występ Bambi, która zamiast na scenę wskoczyła na stół pokryty różowym obrusem Baila Elli. Zebralismy mnóstwo hip-hopowej miłości, świetne recenzje w sieci i jeszcze lepsze opinie gości. Brakowało oczywiście transmisji, ale po Gali my też wiedzieliśmy już, że jesteśmy gotowi by wrócić z nią w kolejnym roku.
To co jeszcze dostrzegliśmy w komentarzach to pewną dysproporcję między rzeczywistością a odbiorem w sieci. W dniu Gali na hali 90% to środowisko hip-hopowe. Nie tylko najpopularniejsi raperzy, ale też producenci, managerowie, działacze, aktywiści itd. Pozostałe 10% to przeróżni twórcy, celebryci i influencerzy. Gdy przegląda się zdjęcia ze ścianki proporcja może wyglądać jednak na odwrotną, bo wiele rdzennie hip-hopowych postaci zwyczajnie omija ściankę i kieruje się wprost w kuluary czy do baru.

Wiedzieliśmy, że relacja daje więc nieco fałszywy obraz, ale nauczyliśmy się sluchać naszych odbiorców a ci mówili, że robi się “za bardzo mainstreamowo” i że brakuje im “korzenia”, że zamiast tylko celebrować powinniśmy zwrócić uwagę na to, że hip-hop to więcej niż “tylko” najpopularniejsza muzyka w kraju. Ok, mieliśmy odpowiedź i na to.

2025

Wracamy z transmisją, wprowadzamy Akademię

W tym roku nie wróciliśmy tylko z Galą. Wróciliśmy z Akademią Popkillerów, której gospodarzem został Hirek Wrona. Od lat obserwowaliśmy różne konferencje muzyczne powielające te same pytania w stylu “czy rap to nowy pop”, prześlizgując się po temacie, bez poruszenia niczego ważnego dla realnych uczestników sceny. Wiedzieliśmy więc ze nasza konferencja nie może wyglądać jak wiele innych tego typu okazji, czyli „parę rozmów pod sponsorów i odhaczone”.
Zorganizowaliśmy 5 równoległych sal. Łącznie ponad 60 gości, panelistów i prelegentów. Daliśmy przestrzeń do dwóch form – krótszych prelekcji ze skondensowanymi dawkami wiedzy i dłuższych paneli, gdzie różne punkty widzenia mogły wymienić się doświadczeniami. Staraliśmy się poruszyć różne tematy, w każdy aspekt wchodząc głęboko i oddając głos precyzyjnie specjalistom – DJ-om, filmowcom, realizatorom dźwięku, raperom, producentom, managerom, organizatorom… Zarówno tym znanym jak bohaterom z drugiego planu, mającym ogromne doświadczenie, ale robiącym swoje po cichu.
Pierwsza edycja konferencji zebrała blisko 350 osób na żywo i sumarycznie setki tysięcy wyświetleń na nagraniach na YouTube i w social-mediach.
Wciąż pracujemy nad tym czym jest Akademia, ale wiemy już, że jest ważna i daje drugą nogę, odpowiadającą na głosy, którym brakowało “korzenia”. Celebrujemy piąty element kultury, czyli wiedzę, co w erze ignorancji, afer i clickbaitów jest wyjątkowo potrzebne. Wygrał hip-hop jak mawia Hirek Wrona.

Po Akademii z czystym sumieniem wróciliśmy do tego, by Gala Popkillery zyskiwała jeszcze większy rozmach. No i znów zrobiliśmy stream. Widzieliśmy w międzyczasie jak nagrywa się inne Gale, które dążą do bycia programem telewizyjnym. Zgromadzeni w studio goście siedzą na miejscach i czekają na swoją kolej, albo na to, aż prowadzący z offu odliczy czas do końca reklamy i powrotu na antenę. Wręczający czytają przemówienia z promptera, a zwycięzcy mają ściśle wyliczony czas na przemowę.
Ale to nie Popkillery. My nadal robimy przede wszystkim dobrą imprezę. Zresztą dlatego kolejny rok trzymamy się daty “pierwszy czwartek po Świętach Wielkanocnych”.
Nie ułatwia nam to roboty “na ostatniej prostej” ale podkreśla, że chcemy robić Święto Hip-Hopu lub jak słyszeliśmy od paru raperów “Rapową Wigilię”, gdzie raz w roku można spotkać całą branżę i w końcu porozmawiać na spokojnie, a nie tylko w biegu między koncertami na festiwalach.
Transmisja z Popkillerów, zamiast być więc zaplanowanym co do minuty programem telewizyjnym, ma na celu dać odbiorcom w Sieci “podejrzeć” jak to wygląda na miejscu.
Podejrzeć to jednak nie to samo co być, więc wiadomo, że nie odda to wszystkich emocji i atmosfery. To, co w Sieci wydaje się słabą reakcją, na miejscu jest nieuchwytną nostalgią oldschoolowych graczy zasłuchanych w wykonie Masta Ace’a czy młodych wpatrzonych w hipnotyczny wykon Sobla. Momentami, w których nie chodzi o to, by skakać i robić hałas jak na festiwalu.

W 2025 po raz pierwszy ugościliśmy zagraniczną gwiazdę, która osobiście odebrała nagrodę – Masta Ace przyleciał do nas specjalnie z Nowego Jorku wraz z żoną, którą wziął ze sobą do Europy po raz pierwszy od ponad 20 lat. Widać było przejęcie i wdzięczność, a nam było brak słów, gdy powiedział, że Stany mogłyby uczyć się od Polski jak robić takie hip-hopowe wydarzenia i że w USA brakuje czegoś takiego jak Popkillery…
Czujemy, że w te 7 edycji wygraliśmy pewną trudną walkę o obecność. O wbicie swojej flagi i zapisanie się w tej kulturze jako coś, co ma znaczenie. Coś, co budzi emocje u wszystkich trzech pokoleń tworzących dziś scenę. Patrząc na 2026 myślimy, jak sprawić, by Popkillery zostały tu na zawsze…

2026

#AllSchoolLegacy

Soon…